Trzy nagrania z nowego Flirtini, których nie możesz przegapić.

Flirtini "Heartbreaks & Promises vol. 4"Kompilacja „Heartbreaks & Promises vol. 4” już jest na rynku, a płyta kryje w sobie więcej pereł niż to co poznaliście na singlach.

 

Wozz Lozowski / Gedz / Spisek Jednego — “Amy”.

Choć warsztat wokalny Wozzo zapewne znacząco się nie zmienił na przestrzeni kilku ostatnich lat, to szczerze mówiąc jest to nie tylko pierwszy jego utwór, który przypadł mi do gustu, ale jest to jednocześnie po prostu mistrzowsko zrobione męskie r’n’b po polsku. O najwyższe podium może śmiało walczyć z numerem Vito z Bitaminy na ostatnim albumie Rasmentalism. Polskie r’n.b to był zawsze grząski i niebezpieczny temat. W najlepszym wypadku można było popaść w zwykły pop (były czasy, gdy nie był modny), a w najgorszym wypadku autorowi groziły rejony muzyki chodnikowej. Jak widać Wozzo potrzebował po prostu doskonałych producentów wykonawczych i muzycznych, bo w tym numerze jego talent został wykorzystany w pełni, czy wręcz został wzniesiony na inny level. Należy to docenić tym bardziej, że na mikrofonie nie jest tu sam: Gedz leci poprawnie i zacnie, ale jednocześnie zaznacza precedens gdy raper nie przyćmiewa towarzyszącego mu wokalisty (inna sprawa, kto komu towarzyszy). Osobne brawa dla Spiska, dla którego ten numer to niezwykle silna pozycja w już silnym CV. Hipnotyczne klawisze i baseballowy bas robią robotę a co najważniejsze fantastycznie współgrają z głosem Wozzo. Do tego oldschoolowe chórki, które nigdy nie były tak udane. Gratuluję i chciałoby się powiedzieć – podążajcie tą drogą.

Ralph Kaminski / Szatt — “Melancholia”

Szczerze mówiąc kariera utalentowanego Ralpha Kaminskiego jakoś do tej pory nie pobudzała mojej wyobraźni, aż do momentu, w którym pierwszy raz usłyszałem „Melancholię”. Jeden z najlepszych u nas głosów, z charyzmą spokoju wykorzystał doskonałą produkcję i aranżację od Szatta. Słuchając tego numeru do głowy przychodzą mi skojarzenia z Anthony Hegarty, może trochę przesadzone, ale co ja na to poradzę jeśli takie skojarzenia mi się pojawiają. Elegancka ekspresja w wykrzyczanych wersach przypomina klasyków lat 80ych. Niepowtarzalny Klimat.

Mrozu / Flirtini — “Ikar”

Na koniec znany wprawdzie od długiego czasu numer singlowy, a wręcz teledyskowy. Znalazł się jednak w tym mini-zestawieniu nie bez powodu. Album Mrozu „Zew” to jedna z kilku najlepszych pozycji na polskiej scenie w zeszłym roku. Mrozu porzucił dotychczasowy styl i repertuar na rzecz muzyki zdecydowanie ambitniejszej choć nadal pozostał w klimatach (dobrej) muzyki rozrywkowej. Niestety branża i rynek mają długą pamięć, o czym mogłem się przekonać osobiście  starając się o airplay dla „Ikara”. Flirtini precyzyjnie wybrało dobrego partnera do swojego jedynego autorskiego numeru na kompilacji, a Mrozu spełnił pokładane w nim po „Zewie” nadzieje. Klasa. Dodatkowo Mrozu jest profesjonalistą na scenie, o czym mogłem się przekonać na koncercie promującym „Heartbreaks & Promises” w warszawskiej „Lunie”.

Wszystkie trzy utwory łączy jedno – zostały zaśpiewane po polsku przez artystów inspirujących się nierzadko egzotycznymi na naszej scenie nurtami. To się udało, nie przez przypadek. Choć rozumiem politykę stojącą za anglojęzycznym repertuarem, to tutaj sztuka zdarza się wtedy, gdy przekaz, jaki by nie był, jest szczery i autentyczny, czyli bez tłumaczenia.

Na koniec osobista refleksja nad całą serią wydawniczą „Heartbreaks & Promises”. Bardzo się cieszę, szczególnie z perspektywy czwartego wolumenu, że Flirtini wybrało Asfalt Records na oficynę dla tego wydawnictwa. Nazwa „kompilacja” dla każdego z tych albumów jest nieco krzywdząca, gdyż praca producentów wykonawczych nie sprowadzała się do ułożenia tracklisty. Takie utwory jak wspomniana powyżej trójka, czy znany z poprzedniej części hit Julii Wieniawy z Zeppy Zepem „Na zawsze” nie powstałyby spontanicznie czy tylko z inicjatywy biorących udział w nagraniu artystów. Za to dla Mentosa i Jedynaka wielkie brawa.